Wojna na Ukrainie – internacjonalistyczne stanowisko klasowe IMT

Stanowisko IMT (której członkiem jest Czerwony Front) wobec konfliktu na Ukrainie jednoznacznie potępia rosyjski atak, solidaryzuje się z ludnością Ukrainy i popiera jej prawo do samostanowienia, bez zależności od Zachodu lub Rosji. Jednocześnie nie popiera żadnego państwa burżuazyjnego w tym, ani żadnym innym konflikcie. Ponadto stara się zbadać przyczyny, które doprowadziły do konfliktu na Ukrainie a, także jego możliwe skutki. 

[Source]

Konflikt ten posłuży władzom zarówno na Zachodzie jak i w Rosji za pretekst do ograniczenia swobód, cenzury, walki ze związkami zawodowymi i opozycją. Rządzący w Polsce PiS już zapowiedział podwojenie wydatków na zbrojenia kosztem usług publicznych. Podobne zapowiedzi złożyły też inne państwa zachodnie, w tym do niedawna ostrożne w tym względzie Niemcy.

Zgodnie z Postanowieniem Prezydenta RP z dnia 22.02.2022 wojska USA, Zjednoczonego Królestwa oraz Kanady będą mogły stosować broń palną i środki przymusu bezpośredniego na terenie RP (na razie jedynie do końca maja). Polska „lewica” parlamentarna już zdążyła podobnym jawnie imperialistycznym działaniom wystawić laurkę.

Tymczasem liberałowie ustami Tomasza Lisa zacierają ręce na zdesperowanych ukraińskich uchodźców, którzy będą pracować u kapitalistów za głodowe stawki. Sutenerzy i handlarze ludźmi już czyhają na granicy na ukraińskie kobiety, aby je uprowadzić i zmuszać do prostytucji. 

Postanowienie w sprawie wojsk zagranicznych: https://www.infor.pl/akt-prawny/MPO.2022.053.0000274,metryka,postanowienie-prezydenta-rzeczypospolitej-polskiej-w-sprawie-wydania-zgody-na-pobyt-komponentu-sil-zbrojnych-stanow-zjednoczonych-ameryki-komponentu-sil-zbrojnych-zjednoczonego-krolestwa-wielkiej-bryt.htm

Pierwszą ofiarą wojny jest prawda. Tak też jest w przypadku rosyjskiej interwencji wojskowej na Ukrainie. Marksiści muszą być w stanie przebić się przez mgłę kłamstw i propagandy wojennej oraz przeanalizować prawdziwe przyczyny konfliktu, co go spowodowało oraz rzeczywiste interesy, które kryją się za wymówkami i uzasadnieniami różnych zaangażowanych stron. Przede wszystkim musimy to zrobić z punktu widzenia interesów światowej klasy robotniczej.

Chociaż sprzeciwiamy się rosyjskiej interwencji na Ukrainie, robimy to z naszych własnych powodów, które wyjaśnimy tutaj i które nie mają nic wspólnego z pełnym oburzenia wrzaskiem i krzykiem sprzedajnych mediów. Powinno być oczywiste, że naszym pierwszym obowiązkiem jest zdemaskowanie obrzydliwych kłamstw i hipokryzji Stanów Zjednoczonych i zachodniego imperializmu.

USA szumnie potępia rosyjską inwazję na Ukrainę, twierdząc, że narusza ona „suwerenność narodową” oraz „prawo międzynarodowe”.

Te stwierdzenia cuchną hipokryzją. To właśnie imperializm Stanów Zjednoczonych i jego europejscy lokaje mają długą i krwawą historię naruszania suwerenności narodowej i tak zwanego prawa międzynarodowego. Realizując swoje imperialistyczne cele, nigdy nie sprzeciwiali się bombardowaniu i najeżdżaniu suwerennych państw (Irak), mordowaniu cywilów (Wietnam), organizowaniu faszystowskich wojskowych zamachów stanu (Chile) i zamachów politycznych (Allende, Lumumba). Są ostatnimi ludźmi na Ziemi, którzy mają prawo wygłaszać wykłady o zaletach pokoju, demokracji i wartości humanitarnych.

Wszystkim dyskusjom o rzekomej suwerenności Ukrainy przeczy fakt, że od zwycięstwa ruchu Euromajdanu w 2014 roku kraj ten znajduje się pod rosnącą dominacją USA. Wszystkie kluczowe dźwignie władzy gospodarczej i politycznej są w rękach skorumpowanej oligarchii [czyli po prostu kapitalistów – przyp. red.] i jej rządu, który z kolei jest marionetką imperializmu Stanów Zjednoczonych i pionkiem w jego rękach.

To MFW dyktuje politykę gospodarczą Ukrainy, a ambasada USA odgrywa kluczową rolę w tworzeniu jej rządu. W rzeczywistości obecna wojna jest w dużej mierze konfliktem amerykańsko-rosyjskim, rozgrywającym się na terytorium Ukrainy.

Agresja NATO

Po rozpadzie Związku Radzieckiego Rosja została poważnie osłabiona na arenie międzynarodowej. Mimo wszystkich obietnic, imperializm Stanów Zjednoczonych wykorzystał ten fakt, by przeć na wschód, rozszerzając NATO aż do granic Rosji.

W tym kontekście imperializm Stanów Zjednoczonych czuł się wszechmocny, a ludzie w Waszyngtonie proklamowali „Nowy Porządek Świata”. Imperializm Stanów Zjednoczonych interweniował w dawnych radzieckich strefach wpływów, takich jak Jugosławia i Irak. Rosja musiała znieść upokorzenie w postaci wojny NATO z Serbią. Po tym nastąpiła ciągła seria „kolorowych” rewolucji w celu zainstalowania prozachodnich rządów, rozmieszczenie wojsk w Europie Wschodniej wraz z ćwiczeniami wojskowymi w pobliżu granic Rosji, a także inne niezliczone prowokacje.

Ale wszystko ma swoje granice. Nadszedł moment, w którym rosyjska klasa rządząca, której interesy reprezentuje Putin, powiedziała dość. Punkt ten osiągnięto w 2008 roku, podczas wojny w Gruzji, która planowała przystąpienie do NATO.

Wykorzystując fakt, że imperializm USA ugrzązł w Iraku, Rosja przeprowadziła krótką, ostrą wojnę z Gruzją, niszcząc jej armię (wyszkoloną i wyposażoną przez NATO), a następnie wycofała się, mając zabezpieczone punkty oparcia w Republice  Abchazji i Osetii Północnej, które oderwały się od Gruzji.

Obalenie przez Euromajdan rządu Janukowycza na Ukrainie oznaczało dalszy rozwój interesów USA i NATO – tym razem na historycznym pograniczu Rosji. To była zbyt daleko idąca prowokacja, a Rosja zareagowała w 2014 roku aneksją Krymu – zamieszkałego w większości przez ludność rosyjskojęzyczną oraz będącego siedzibą czarnomorskiej floty rosyjskiej marynarki wojennej, zakotwiczonej w Sewastopolu. Udzielali także pomocy wojskowej rebeliantom w wojnie domowej między rosyjskojęzycznym ludem Donbasu a prawicowym, nacjonalistycznym reżimem w Kijowie. Zachód protestował i wprowadzał sankcje, ale dla Rosji nie było żadnych poważnych konsekwencji.

W 2015 roku, gdy stało się jasne, że USA nie są przygotowane do wysłania wojsk lądowych do Syrii, Rosja interweniowała po stronie Assada i przesądziła o wyniku wojny domowej. Syria była ważna dla Rosji, ponieważ zapewniała jej jedyną bazę morską na Morzu Śródziemnym. Efekt wojny był poważnym ciosem dla imperializmu Stanów Zjednoczonych w regionie, który ma dla nich strategiczne znaczenie.

Teraz Putin wyczuł kolejną okazję do ponownego umocnienia władzy Rosji. Stany Zjednoczone właśnie poniosły upokarzającą porażkę w Afganistanie. Rosja była w stanie wynegocjować pokój pomiędzy Azerbejdżanem a Armenią w 2020 roku, interweniowała, aby wesprzeć Łukaszenkę na Białorusi w latach 2020-2021, a następnie wsparła militarnie Kazachstan na początku 2022 roku.

Fatalną rolę odegrały wzmożone prowokacje ze strony rządu Zełenskiego. Po obaleniu Janukowycza w 2014 roku rząd ukraiński forsował kwestie członkostwa w NATO i UE. Zostało to następnie zapisane w Konstytucji w 2020 roku. Zełenski, komik, który został prezydentem, został wybrany w 2019 r. jako outsider, ktoś, kto miał uporządkować politykę, rozprawić się z oligarchami, a jednocześnie zawrzeć pokój z Rosją. Jednak pod naciskiem skrajnej prawicy i za namową Waszyngtonu prowadził odwrotną politykę.

Kwestia członkostwa w NATO ponownie została wysunięta naprzód i była forsowana. Rosja słusznie postrzega to jako zagrożenie. Można powiedzieć, że tak nie jest i że inne kraje graniczące z Rosją są już częścią NATO. Ale to zupełnie mija się z celem. Obecna sytuacja jest dokładnie wynikiem dziesięcioleci zachodniego imperializmu napierającego na imperializm Rosji, który teraz zaczął go odpierać.

Czy inwazja była nieunikniona?

Dialektycznie ilość zamieniła się w jakość. Używając języka fizyki, osiągnięto punkt krytyczny, w którym wybuch działań wojennych był wyraźnie na wokandzie.

Jednak zawsze są różne opcje, nawet podczas wojen. Gdyby Putin mógł osiągnąć swoje cele bez zadawania sobie wszelkich trudów inwazji, z całym ryzykiem i kosztami, które się z tym wiązały, oczywiście wolałby obrać ten kurs. Taka możliwość z pewnością istniała w pierwszej kolejności i wydawała nam się najbardziej prawdopodobną hipotezą.

Pojawiły się oznaki, że Stany Zjednoczone będą gotowe na pewne ustępstwa. Czemu nie? W końcu Biden powiedział publicznie, że kwestia członkostwa Ukrainy w NATO nie jest na porządku dziennym w dającej się przewidzieć przyszłości. Ale w końcu wydarzenia potoczyły się inną drogą.

Putin używał groźby działań militarnych (choć zaprzeczał, że je przeprowadzi) w celu zmuszenia imperializmu Stanów Zjednoczonych do  stołu negocjacyjnego. Jego żądania były wystarczająco jasne: brak członkostwa w NATO dla Ukrainy, koniec naporu NATO na wschód oraz gwarancje bezpieczeństwa w Europie.

Żądania te odpowiadały właśnie interesom rosyjskiego kapitalizmu, a więc były diametralnie przeciwne interesom Waszyngtonu. Dlatego imperializm Stanów Zjednoczonych nie był przygotowany, by ustąpić ani o krok od żądań Rosji. Ale nie był też przygotowany do wysłania wojsk lądowych do obrony Ukrainy. Groźby sankcji, nie poparte akcjami militarnymi, oczywiście nie odstraszyły Putina.

Rzeczy mają swoją własną dynamikę. Gdy Putin nie uzyskał oczekiwanych ustępstw, nie pozostało mu nic innego, jak działać. Czas na gry dyplomatyczne się skończył.

Jaki był powód upartej odmowy imperializmu Stanów Zjednoczonych na jakiekolwiek ustępstwa? Nie można było ich postrzegać jako ulegających groźbom. To jeszcze bardziej podważyłoby autorytet imperializmu Stanów Zjednoczonych w skali świata. Ale to samo dotyczyło również punktu widzenia Putina.

To zdeterminowało dalszy bieg wydarzeń.

Jak szachista planujący ruch pionków na planszy, Putin brał pod uwagę niechęć zachodniego imperializmu do bezpośredniej interwencji wojskowej na Ukrainie i obliczył dopuszczalny koszt sankcji. Z ogromną siłą 190 000 żołnierzy zgromadzonych już na granicach Ukrainy, jego następny ruch był z góry określony.

Każda wojna agresywna zawsze wymaga uzasadnienia. Do konsumpcji przez opinię publiczną w Rosji Putin użył wymówki ukraińskiego ostrzału Doniecka, który określił jako „ludobójstwo”. To oczywiście przesada, ale nie należy jej lekceważyć tak, jak to robili imperialiści.

Okrutny ucisk, jakiego doznali rosyjskojęzyczni mieszkańcy Doniecka z rąk armii ukraińskiej, nie podlega dyskusji. W ciągu ostatnich ośmiu lat w konflikcie tym zginęło ok. 14 tys. osób, z czego zdecydowaną większość stanowili cywile z obwodu donieckiego. Szacuje się, że 80 procent pocisków zostało wystrzelonych przez armię ukraińską.

Putin rzucił rękawicę, uznając republiki Donbasu i wysyłając wojska w celu poparcia jego decyzji. Był to sygnał do rozpoczęcia militarnego ataku na Ukrainę.

Jakie są powody działań Putina?

W tym wszystkim Władimir Putin w naturalny sposób realizuje własne interesy. Podsycając nacjonalistyczny zapał, ma nadzieję odzyskać popularność, którą stracił w ostatnich czasach z powodu kryzysu gospodarczego, ataków na pracowników, emerytury, prawa demokratyczne itp.

To zadziałało w 2014 roku wraz z aneksją Krymu i uważa, że może powtórzyć tę sztuczkę. Chce pokazać się jako silny człowiek, przeciwstawiając się Zachodowi i broniąc Rosjan, gdziekolwiek się znajdują. Pozuje na obrońcę rosyjskiej ludności Donbasu, co jest oczywistym kłamstwem. Putin nie przejmuje się losem mieszkańców Donbasu. Wykorzystał natomiast republiki doniecką i ługańską, aby osiągnąć swoje cele na Ukrainie. Taki był prawdziwy sens porozumień mińskich.

W rzeczywistości Putina zjadają iluzje imperialnej dominacji. Postrzega siebie w roli swego rodzaju cara, podążającego za linią Imperium Rosyjskiego sprzed 1917 r. wraz z jego reakcyjnym, wielkorosyjskim szowinizmem. Pomysł, że taki człowiek może odgrywać jakąkolwiek postępową rolę na Ukrainie, jest po prostu śmieszny.

Przeciw rosyjskiemu imperializmowi

Rosja nie jest słabym krajem zdominowanym przez imperializm. Daleko jej do tego. Rosja jest potęgą regionalną, której politykę można określić jedynie jako imperialistyczną. Prawdziwym powodem wojny Rosji na Ukrainie jest próba zabezpieczenia stref wpływów i interesów bezpieczeństwa narodowego rosyjskiego kapitału.

Beznadziejny formalista mógłby sprzeciwić się temu, że Rosja nie posiada wszystkich cech przedstawionych przez Lenina w jego słynnej książce: Imperializm jako najwyższe stadium kapitalizmu. Może i tak, ale to wcale nie oznacza, że Rosja nie jest imperialistyczna. Odpowiedź na ten zarzut można znaleźć w tej samej książce Lenina.

Lenin opisuje Rosję jako „kraj najbardziej zacofany pod względem ekonomicznym, w którym najnowszy kapitalistyczny imperializm jest opleciony, że tak powiem, szczególnie gęstą siecią stosunków przedkapitalistycznych.” Ale jednocześnie zalicza carską Rosję do jednego z pięciu wiodących narodów imperialistycznych. I to pomimo faktu, że carska Rosja była gospodarczo zacofana i nigdy nie wyeksportowała ani kopiejki kapitału.

Dzisiejsza Rosja nie jest już tym samym zacofanym, nierozwiniętym krajem, jakim była przed 1917 rokiem. Obecnie jest to rozwinięty kraj przemysłowy, w którym występuje wysoki stopień koncentracji kapitału, gdzie sektor bankowy (sam w sobie wysoce scentralizowany) odgrywa kluczową rolę w gospodarce.

Nie zmienia tego fakt, że gaz i ropa odgrywają kluczową rolę w rosyjskiej gospodarce. Co więcej, zasoby te nie znajdują się pod kontrolą zagranicznych koncernów międzynarodowych, ale są w rękach rosyjskich oligarchów. Polityka zagraniczna Rosji jest w dużej mierze motywowana potrzebą zapewnienia rynków dla eksportu energii (zwłaszcza Europy) oraz środków na jej dostarczanie.

To prawda, że Rosji nie można umieścić na tej samej płaszczyźnie co Stany Zjednoczone. Stany Zjednoczone są nadal dominującą potęgą imperialistyczną na świecie o kilka poziomów wyżej. Rosja jest małą lub średnią imperialistyczną potęgą. Jej gospodarka nie znajduje się w tym samym zakresie, co gospodarka Stanów Zjednoczonych, a nawet europejskich potęg imperialistycznych. Ale żaden rozsądny człowiek nie może zaprzeczyć, że Rosja jest regionalną potęgą imperialistyczną z ambicjami w Azji Środkowej, na Kaukazie, na Bliskim Wschodzie, w Europie Wschodniej i na Bałkanach.

Rosja odziedziczyła po Związku Radzieckim arsenał nuklearny i w ostatnich latach dużo zainwestowała w modernizację swojej armii. Zalicza się do pięciu największych wydających na cele wojskowe na świecie, jej wydatki wojskowe wzrosły w ostatnich latach o 30 procent. Jest trzecim krajem na świecie pod względem udziału wydatków wojskowych w PKB (4,3 procent).

Wojna Rosji na Ukrainie jest reakcyjną wojną imperialistyczną, której nie możemy poprzeć. Będzie to miało jak najbardziej negatywne skutki na Ukrainie, w Rosji i na arenie międzynarodowej. Z tych właśnie powodów sprzeciwiamy się wojnie Rosji z Ukrainą.

Ta wojna rodzi nienawiść narodową między ludźmi, których od dawna łączyły bliskie więzy braterstwa, dodatkowo podsycając nastroje reakcyjnego ukraińskiego nacjonalizmu z jednej strony i reakcyjnego wielkorosyjskiego szowinizmu z drugiej, siejąc potworne podziały w klasie robotniczej według linii narodowościowych, etnicznych i językowych.

Główną gwarancją przeciwko tej nacjonalistycznej truciźnie jest to, że rosyjscy robotnicy powinni utrzymać nieprzejednaną postawę proletariackiego internacjonalizmu, stojąc stanowczo przeciwko szowinistycznej zarazie i przeciwstawiając się reakcyjnej polityce Putina, zarówno w kraju, jak i za granicą. Stanowisko przyjęte przez rosyjską sekcję IMT jest pod tym względem wzorowe.

Opierając się rosyjskiej agresji, robotnicy Ukrainy muszą zrozumieć, że ich kraj został haniebnie zdradzony przez tych, którzy twierdzili, że są ich przyjaciółmi i sojusznikami. Zachodnie imperialistyczne sępy celowo popchnęły ich do wojny, a potem cofnęły się i patrzyły z założonymi rękoma, jak Ukraina pogrąża się w krwawym bagnie. Później obiecali ograniczone dostawy broni, ale oczywiście żadnych żołnierzy. Jest to cyniczna próba utrzymania konfliktu jako środka ugrzęźnięcia sił rosyjskich i spowodowania maksymalnych strat po obu stronach, jako środka zdobywanie tanich punktów propagandowych przeciwko Rosji.

Rozmowa o sankcjach, wojownicza retoryka o „walce do końca” przy jednoczesnej odmowie zaangażowania choćby jednego żołnierza do walki na Ukrainie, krokodyle łzy o cierpieniach biednych Ukraińców itp. – to wszystko nie może ukryć oczywistego faktu, że Ukraina została potraktowana jako pionek w cynicznej grze polityki siły.

Ukraińcy! Otwórzcie oczy i zrozumcie, że wasz kraj został złożony w ofierze na krwawym ołtarzu imperializmu! I uświadomcie sobie, że waszymi jedynymi prawdziwymi przyjaciółmi są robotnicy świata.

Konsekwencje w sprawach światowych

Wojna na Ukrainie będzie miała głębokie reperkusje na skalę światową. Stany Zjednoczone są dominującą potęgą imperialistyczną na świecie i najbardziej kontrrewolucyjną siłą na planecie. Ale obecny kryzys obnażył podstawową słabość imperializmu Stanów Zjednoczonych.

Ich potęga została stopniowo osłabiona przez kryzys światowego kapitalizmu, wyrażonego w kolosalnej niestabilności, wojnach i przewrotach, które wysysają tak ogromne ilości krwi i złota, że są niemożliwe do utrzymania nawet dla najbogatszego narodu na ziemi.

Katastrofalny wynik militarnej okupacji Iraku i Afganistanu obnażył tę widoczną dla wszystkich słabość. To był jeden z elementów, który przekonał Putina do rozpoczęcia wojny na Ukrainie. Obliczył, że Amerykanie nie będą interweniować militarnie i nie mylił się.

Po porażkach w serii zagranicznych przygód, które były rujnująco kosztowne i niczego nie rozwiązały, opinia publiczna w USA nie ma już apetytu na militarne przygody. Ręce Bidena zostały skutecznie związane.

Zostanie to należycie odnotowane przez Chiny, które wyłoniły się teraz jako potężny rywal dla imperializmu Stanów Zjednoczonych. Konfrontują się z USA w wielu częściach świata i są uważane w Waszyngtonie za znacznie większe zagrożenie niż Rosja.

Chiny nie są już słabym, zacofanym gospodarczo, zdominowanym narodem, jakim były w 1949 roku. Mają potężną bazę przemysłową i są teraz liczącą się potęgą militarną. Nie ukrywają swoich planów wobec Tajwanu, o którym mówią, że musi zjednoczyć się z Chinami w drodze pokojowych negocjacji, ale jeśli nie jest to możliwe, będzie można to zrobić za pomocą środków wojskowych.

Sprawa ukraińska była dla Pekinu pożyteczną lekcją o ograniczeniach potęgi militarnej USA. I choć nie chciały prowokować swoich partnerów handlowych na Zachodzie otwarcie wspierając Rosję – wstrzymując się tym samym w głosowaniu w Radzie Bezpieczeństwa ONZ – dali jasno do zrozumienia, że obwiniają USA za forsowanie członkostwa Ukrainy w NATO.

Chiny wyraźnie porozumiały się z Rosją również po to, aby zrównoważyć skutki sankcji (kolejny powód ich niepowodzenia). Sprawa ukraińska niewątpliwie doprowadzi do zbliżenia imperialistów rosyjskich i chińskich w nadchodzącym okresie – rozwoju, którego Waszyngton musi się obawiać, tak jak diabeł boi się święconej wody.

Rozłamy między imperializmem Stanów Zjednoczonych a jego europejskimi sojusznikami

Konflikt na Ukrainie między interesami USA i Rosji ujawnił także rozłamy między Waszyngtonem a jego europejskimi sojusznikami, zwłaszcza Francją i Niemcami. Tradycyjnie francuska burżuazja starała się utrzymywać pozory pewnej niezależności, rozwijając własną broń nuklearną i kontrolując własną sferę imperialistycznych wpływów w Afryce i w innych regionach. W tym konflikcie Macron próbował odgrywać niezależną rolę. Częściowo motywowały go zbliżające się wybory prezydenckie. Ale pozycja Paryża i Berlina opiera się również na interesach ekonomicznych.

Europa jest silnie uzależniona (40 proc.) od importu rosyjskiego gazu. Dotyczy to zwłaszcza Niemiec, które 60 proc. gazu ziemnego importują z Rosji, a także lokują tam ważne inwestycje. To jest prawdziwa przyczyna niechęci RFN do podejmowania jakichkolwiek działań zaostrzających konflikt i wprowadzenia sankcji wobec Rosji.

Z chwilą zakończenia obecnego konfliktu (a tak czy inaczej w końcu musi się stać), te i wiele innych sankcji zostanie po cichu zlikwidowanych, gdyż szkodliwy wpływ na gospodarkę europejską – przede wszystkim na Niemcy – będzie zbyt bolesny. Pomimo wszystkich twierdzeń, że jest inaczej, Niemcy nie mogą znaleźć odpowiednich alternatywnych źródeł ropy i gazu w odpowiednio niskich cenach.

Niemcy same w sobie są imperialistyczną potęgą, a ich polityka zagraniczna jest podyktowana interesami kapitału niemieckiego, które niekoniecznie pokrywają się z interesami kapitału amerykańskiego. Kapitał niemiecki kontroluje Europę poprzez mechanizmy UE. Od 30 lat prowadzi politykę rozszerzania swoich wpływów na Europę Wschodnią i Bałkany (odgrywając na przykład decydującą rolę w reakcyjnym rozpadzie Jugosławii), a handel zagraniczny łączy go ściśle z Chinami.

Po przegranej w II wojnie światowej nałożono ograniczenia na to, jak dalece Niemcy mogą rozbudowywać swoje wojsko. Niemiecka klasa rządząca zawsze uważała na to, by nie być postrzegana jako grająca bezpośrednią rolę w zagranicznych imperialistycznych awanturach militarnych, chociaż Niemcy są częścią NATO. Ta niechęć została jednak przełamana jakiś czas temu. Niemcy, pod przewodnictwem ministra spraw zagranicznych partii Zielonych, wysłały wojska do Jugosławii w latach 90. XX wieku, i chociaż sprzeciwiały się inwazji na Irak w 2003 r., wysłały wojska do Afganistanu.

Teraz kapitał niemiecki wykorzystał usprawiedliwienie wojny na Ukrainie, aby rozpocząć masowy program wydatków wojskowych. Nieuniknione jest, że każda imperialistyczna potęga będzie musiała teraz dopasować swoją siłę gospodarczą do siły militarnej.

Oczywiście głównym wrogiem imperializmu Stanów Zjednoczonych nie jest Rosja, ale Chiny, a Waszyngton wyraźnie zwrócił się w kierunku Azji. W tym konflikcie Chiny stanęły po stronie Rosji. Jednocześnie interesy Chin nie pokrywają się dokładnie z interesami Rosji. Chiński imperializm broni interesów chińskich kapitalistów, w tym ochrony ich rynków eksportowych na Zachodzie. Z tego powodu Chiny nie chcą publicznie uchodzić za odpowiedzialne za działania Rosji, choć oczywiście je popierają.

Nie ma absolutnie mowy o nowej wojnie światowej między Stanami Zjednoczonymi a Rosją, ani między USA a Chinami, po części właśnie z powodu groźby wojny nuklearnej, ale także z powodu zdecydowanego sprzeciwu wobec takiej wojny ze strony mas. Kapitaliści nie toczą wojny o patriotyzm, demokrację czy jakiekolwiek inne wzniosłe zasady. Prowadzą wojnę dla zysku, zdobywania rynków zagranicznych i źródeł surowców (przede wszystkim ropy) oraz poszerzania stref wpływów.

Ale wojna nuklearna oznaczałaby wzajemne zniszczenie obu stron. Ukuli nawet wyrażenie, aby to opisać: MAD (Mutually Assured Destruction, wzajemnie gwarantowane zniszczenie, oznaczające również szaleństwo). To, że taka wojna nie byłaby w interesie bankierów i kapitalistów, jest oczywiste.

Konsekwencje ekonomiczne

Innym ważnym aspektem pytania jest wpływ wojny na Ukrainie i zachodnich sankcji na Rosję na gospodarkę światową.

Już pod koniec 2019 roku światowa gospodarka zmierzała w kierunku nowego załamania. Kiedy obecnie wracamy do jakiejś normalności po szoku pandemii, sytuacja jest niezwykle niestabilna. Nie wszystkie kraje odzyskały jeszcze poziom produkcji sprzed pandemii. Gospodarka światowa pełna jest wielu sprzeczności. Każdy szok może doprowadzić do recesji.

Kryzys na Ukrainie już doprowadził do gwałtownego wzrostu cen energii, które mogą się jeszcze pogorszyć. Zwiększa to presję inflacyjną na gospodarkę światową i inne czynniki już działające w kierunku stagflacji, czyli stagnacji gospodarczej połączonej z wysokimi cenami. Niektórzy ekonomiści burżuazyjni obliczyli, że konflikt ten może obniżyć wzrost PKB o 0,5 procent w Strefie Euro i Wielkiej Brytanii w 2023 i 2024 roku. To wszystko dzieje się w momencie, gdy prognozy wzrostu są już i tak niezwykle skromne.

Sytuacja może się bardzo szybko pogorszyć. Sankcje już uderzają w rosyjską gospodarkę. Ostatnie doniesienia wskazują na gwałtowny spadek wartości rubla, co zmusiło bank centralny do podwyżek stóp procentowych. Nastąpił gwałtowny wzrost inflacji, a tłumy niespokojnych ludzi wycofują swoje pieniądze z banków. Zamknięto także giełdę w Moskwie.

Wyniki te z entuzjazmem przyjęli zachodni komentatorzy, którzy zignorowali fakt, że ich własne giełdy notowały duże straty, a ceny rosły również na ich podwórku. Jednak natychmiastowe skutki dla Rosji wkrótce przeminą i zostanie przywrócona równowaga. Tego samego nie można powiedzieć o gospodarce światowej.

Ale sankcje to broń obosieczna. Możemy śmiało oczekiwać, że Rosja weźmie za nie odwet. Wykorzysta z pewnością groźbę odcięcia dostaw gazu do Europy, a Miedwiediew już zagroził wywłaszczeniem zachodnich interesów w Rosji.

Stanowisko ruchu robotniczego

Wojna wystawia na próbę wszystkie tendencje ruchu robotniczego i jak można się było spodziewać, reformiści i socjaldemokraci pospieszyli, by dołączyć do własnej klasy rządzącej, będąc najzagorzalszymi obrońcami sankcji przeciwko Rosji. Lewicowi reformiści na Zachodzie podzielili się na różne obozy: niektórzy otwarcie przyłączają się do klasy rządzącej pod hasłem „ręce precz od Ukrainy”; inni popadli w bezsilny pacyfizm, wzywając do powrotu do mitycznych rządów „prawa międzynarodowego” i mając nadzieję, że „dyplomacja” może zapobiec wojnie.

W Rosji kierownictwo Partii Komunistycznej, jak należało się spodziewać, skapitulowało przed własną klasą rządzącą i w pełni poparło imperialistyczną interwencję Putina. Inni na lewicy skoczyli za ogonem liberałów, reprezentujących inną część klasy rządzącej.

Stanowisko rewolucyjnych marksistów powinno być jasne – zdecydowane klasowe stanowisko na linii „główny wróg klasy robotniczej jest u siebie”. Nie należy w ogóle ufać NATO i zachodnim imperialistycznym gangsterom, a dotyczy to szczególnie robotników i socjalistów na Zachodzie.

Zadanie walki z reakcyjnym gangiem na Kremlu jest zadaniem wyłącznie rosyjskich robotników. Zadaniem rewolucjonistów na Zachodzie jest walka przeciwko własnej burżuazji, przeciwko NATO i przeciwko amerykańskiemu imperializmowi – najbardziej kontrrewolucyjnej sile na świecie.

Nie możemy poprzeć żadnej ze stron w tej wojnie, ponieważ jest to wojna reakcyjna po obu stronach. W ostatecznym rozrachunku jest to konflikt między dwiema grupami imperialistów. Nie wspieramy żadnego z nich. Mieszkańcy biednej, krwawiącej Ukrainy są ofiarami tego konfliktu, którego nie stworzyli i którego nie pragną.

Jedyną alternatywą dla karnawału reakcji i cierpienia wojny dla ukraińskich robotników i młodzieży jest polityka jedności klasowej przeciwko ukraińskim oligarchom, a także przeciwko imperializmowi amerykańskiemu i rosyjskiemu. Kwestia narodowa na Ukrainie jest niezwykle skomplikowana i każda próba rządzenia krajem na podstawie nacjonalizmu (czy to ukraińskiego, czy prorosyjskiego) nieuchronnie skutkować będzie rozpadem kraju, czystkami etnicznymi i wojną domową, czego znaki widać już teraz.

Ostatecznie kapitalizm w epoce swojego starczego rozkładu oznacza zawsze wojnę i kryzys gospodarczy. Jedynym sposobem na położenie kresu jego okropności jest przejęcie władzy przez klasę robotniczą w jednym kraju po drugim i zmiecenie tego zgniłego systemu. Do tego potrzebne jest rewolucyjne kierownictwo – takie, które jest mocno oparte na zasadach socjalistycznego internacjonalizmu. Najpilniejszym zadaniem dnia jest zatem cierpliwa praca nad budowaniem sił marksizmu, budowaniem międzynarodowej tendencji marksistowskiej.

Londyn, 28 lutego 2022 r.

Tłumaczenie: tow. Arkadiusz Romski